Chcesz się dowiedzieć, czym jest medytacja zen, ale nie masz za dużo czasu na czytanie długaśnych wywodów, hm? Nie ma problemu. Słowem? Jest ona „tylko siedzeniem” (shikantaza).
Za krótko? ;-) Cóż, tutaj nie ma szczegółowych instrukcji – żadnych wskazań co do tempa oddychania, długości bądź braku pauzy między wdechem a wydechem, a tylko ogólne (by nie powiedzieć: ogólnikowe) wskazanie, aby „być tu i teraz”. Możesz skupiać się na oddechu (aby nie zbyt nachalnie), a nawet liczyć wdechy. Tak więc: siedzisz, oddychasz. Przestajesz działać. Takie wyłączanie silnika. Myślisz „czy już medytuję?” – i TAK, medytowałeś, zanim zadałeś sobie to pytanie. :-) Masz być uważny, obserwować przepływające myśli jak obłoki, nie ingerować, a tylko pozwolić im przemknąć i rozpaść się. Trudne? Faktycznie nie za proste. Ciężko jest przerwać tę niewidzialną nić łączącą Ciebie (to, co nazywasz „Ja”) i myśl. Zdać sobie sprawę, że myśl jest osobnym bytem. Wyciszyć wewnętrzny monolog. Z drugiej strony, przecież Ci się nie spieszy. Nie musisz tego opanować od razu. W ogóle nie musisz tego opanować. Zdajesz sobie sprawę, że nic nie musisz. W końcu… co innego możesz zrobić? „Co innego masz w życiu do roboty oprócz śnienia, oddychania, kochania i umierania?”